Wschodnie wybrzeże Sri Lanki jest rzadko odwiedzane przez turystów. Jeszcze kilka lat temu temu tereny dotknięte były miejscami przez wojnę domową. Choć dzisiaj LTTE zostało całkowicie wyparte na północ, wschód jest bardzo silnie kontrolowany przez wojsko. Nieliczne autobusy poruszające się po tej słabo zaludnionej części wyspy są co kilkanaście kilometrów kontrolowane na umocnionych posterunkach wojskowych. Ze wszystkich stron do wiosek i miasteczek wdziera się gęsta dżungla. Łatwo o spotkanie z dzikimi słoniami, a nawet krokodylami. Gdzieniegdzie w dżungli natknąć się można na zarośnięte i zapomniane świątynie, malowane jaskinie, posągi Buddy, a nawet skaliste twierdze. W przeciwieństwie do monumentów Trójkąta Kulturalnego w środku wyspy, miejsca te nie są ogrodzone, otoczone sprzedawcami pamiątek, wstęp nie jest płatny, a dojechać można tylko własnym transportem. Zresztą same poruszanie się na wschodzie jest utrudnione – autobusy kursują rzadko, lokalne drogi są wąskie, czasami zalane przez laguny, często pozbawione nawet resztek asfaltu i niesamowicie dziurawe. Dlatego przejechanie 150 km z pięcioma przesiadkami z górskiej krainy do niewielkiego Arugam Bay zajęło nam cały długi dzień.

Na plantacji herbaty Dambatenne
W drodze do Arugam Bay
Na plaży w Arugam Bay
Ciężka praca przy wyciąganiu sieci. Pomogłem rybakom przy pracy, a potem pozwolili mi robić zdjęcia do woli.

Sri Lanka jest jednym z najbardziej popularnych krajów wśród adeptów surfingu, a Arugam Bay to prawdziwa mekka w tej dziedzinie. Od kwietnia do października zatoka cieszy się długimi, wysokimi na ponad dwa metry falami; popularnymi zarówno wśród początkujacych, jak i bardziej zaawansowanych deskarzy. Zamieszkana przez tysiąc osób wioska pełna jest niewielkich hotelików i plażowych caban (prostych domków z bambusa, zwykle otwartych na powietrze i nieposiadających części ścian), ale nawet w sezonie ruch jest bardzo mały. Znakomita większość przyjezdnych na Sri Lankę to turyści zorganizowani, wybierający mocno rozwinięte ośrodki turystyczne na zachodzie i południu. Co w tym złego i smutnego? Wielu z nich w ogóle nie schodzi z plaży i dyskotek; a co przerażające – niektórzy okopują się po przylocie w Negombo, oddalonym od międzynarodowego lotniska o 10 km, by po tygodniu przebyć ten sam dystans ponownie do samolotu (przy odprawie granicznej podsłuchalem rozmowę takich delikwentów z Anglii). Z drugiej strony to czysty zysk dla nielicznych turystów indywidualnych, mających Zatokę Arugam dla siebie na wyłączność.

Arugam Bay. W tym miejscu w sezonie jest najlepszy surf break
Połów zakończony sukcesem!
Metrowe piaszczyste klify Arugam Bay
Dojechaliśmy do Panamy

Poza sezonem życie w Arugam totalnie zamiera. Tygodniowo przyjeżdża zaledwie pięciu do dziesięciu turystów, a jedyne ślady życia odnaleźć można właśnie w Beach Hut. Kiedy dotarliśmy tu wczoraj grubo po zmroku, natknęliśmy się na grupę kilku pracowników World Vision (NGO) i ONZ, w ciągu dnia zajmujących się odbudową wioski po potężnym uderzeniu tsunami z 2004 r., a wieczorami relaksujących się przy piwie i jointach i zastanawiających się, czy w najbliższy weekend zostaną odwiedzeni przez ich przyjaciółki – pracujące zwykle w NGO i korporacjach międzynarodowych w klimatyzowanych biurach w oddalonym o dwanaście godzin drogi Colombo. Na pierwszy rzut oka praca w Arugam Bay to czysta przyjemność – pracownicy od ponad dwóch lat zakwaterowani są właśnie w cabanach Beach Hut (!), zaczynają dzień od kąpieli w Oceanie Indyjskim, piszą raporty na laptopach siedząc pod parasolami na plaży i popijając sok z ananasa, od czasu do czasu wybywając klimatyzowanymi nowymi SUVami kilkanaście kilometrów w teren.

Od kilku dni podróżuję z Leonem mieszkającym w Kanadzie i będącym z pochodzenia Chińczykiem. Leon od 2006 r. jest w ciągłej podróży z Kanady do Indii, a na wyspę dotarł jako załogant jachtu na trasie Darwin (Australia) – Bali (Indonezja) – Phuket (Tajlandia) – Galle (Sri Lanka). Jak sam mówi, jego pierwotnym celem było odwiedzenie przyjaciela w Dharamsali w Himachal Pradesh, ale ponieważ w międzyczasie rzeczony przyjaciel zdążył się rozwieść z indyjską żoną i wrócić do Kanady – Leon prawdopodobnie przez Pakistan, Chiny i Rosję pojedzie odwiedzić znajomych w Europie. Planuje wrócić do Kanady w tym roku, ale im dłużej z nim przebywam, tym bardziej jestem pewien, ze do końca jego wojaży jeszcze długa droga.

Dla mnie krótka, ale treściwa przygoda na egzotycznym Cejlonie powoli dobiega końca. Ostatnie dni planuję spędzić na rajdzie autobusami wzdłuż południowego i zachodniego wybrzeża; przez stolicę Colombo aż do rzeczonego Negombo (niedziela wieczór). Między wizytami w kolonialnych miastach, na cyplach i świątyniach, chłodząc się we wzburzonych falach Oceanu Indyjskiego; popijając koktajle owocowe pod palmami na rajskich plażach; odpoczywając przed powrotem do wielkiego Delhi.

Tagged with →  
Share →

3 Responses to Szarm-El-Szejk

  1. Jaco pisze:

    To bardzo ciekawe Radi, co piszesz. W Polsce dla odmiany mamy właśnie odwilż i to by było na tyle 😛

  2. Marcin pisze:

    Jestem w szoku. Jednego dnia pojawiły się trzy wpisy na blogu ! Ale fajnie się to czyta 🙂

  3. Bogna pisze:

    Ha ha, wlasnie spedzam ostatni tydzien w mojej pracy. Poniewaz jakis czas mnie nie bylo, bo podrozowalam z moja siostra, wszyscy pomysleli, ze juz wyjechalam do Polski. Dlatego nie dostaje nowych requestow na biezaco i mam mniej niz zwykle do roboty! Moge w spokoju pisac na bloga …!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *