Lotnisko Indiry Gandhi w Delhi powitało nas jak na Indie przystało: o 7:00 rano 30 stopni i ogromna wilgotność. Przy wyjściu czekała na Bognę Czeszka z EvalueServe, która od razu zabrała nas do samochodu, przepychając się przez tłum miejscowych przekrzykujących się „łan ełro mister”.

Tym sposobem już pół godziny później jeep wysadził mnie na kampusie Management Development Institute w Gurgaon przy Mehrauli Road, naprzeciwko Bata Tower. Spodziewałem się, że Mehrauli Road jako jedna z ważniejszych ulic będzie chociaż w całości wyasfaltowana, ale gdzie tam – to miejscami droga gruntowa, pełna hinduskiego brudu i bałaganu, sklepów, kramu, rowerów.

Należy zaznaczyć, że jeep wysadzając mnie na kampusie, wysadził mnie po prostu pod jakimś budynkiem, pod którym stał jakiś strażnik. Usiłowałem powiedzieć mu, że jestem nowym studentem, ale jedyne do czego wspólnie doszliśmy, to to, że mam usiąść na krześle i czekać. Znając historie o słynnym hinduskim poczuciu czasu usiadłem na wskazanym krześle. Po 15 minutach pojawił się Mister W Żółtej Koszuli. Pogawędził ze Strażnikiem, podrapał się po głowie, po czym… kazał siedzieć. Po kolejnych 10 minutach pojawił się Drugi Mister w Żółtej Koszuli, który najwyraźniej był ważniejszy, bo kazał mi się wpisać do księgi, po czym zaprowadził mnie do pokoju 428. W zasadzie nikt do tej pory nie zapytał mnie skąd jestem, jak się nazywam, z jakiego programu przyjechałem, ani nie weryfikował dokumentów. Obyło się bez zbędnych słów.

Po 5 minutach dobijania się do drzwi wreszcie otworzył je zaspany, Dimitris, Grek, który przywitał mnie serdecznie, przepraszając za opieszałość, bo myślał, że to ekipa sprzątająca chce wkroczyć do akcji mycia podłóg. Dimitris od progu sprawia bardzo porządne wrażenie, siedzi tu od dwóch tygodni na innym programie wymiany, a będzie studiował aż do lutego. Sypie dobrymi radami, z których najważniejsza brzmi: nie śpiesz się i nie przejmuj się. Zresztą realizuje to znakomicie, bo właśnie wrócił do spania.

Pierwsze wrażenia: z powodu upału życie toczy się tu bardzo wolno. Po drugie, nikt absolutnie niczym się nie przejmuje: siedzę rozpakowany w pokoju, zjadłem śniadanie, byłem w bibliotece – bez ani jednego dokumentu. Co więcej, miałem przyjechać wczoraj, ale też nikt tego nie zauważył. Dlaczego trafiłem do pokoju 428, a nie 173? Bo tak zdecydował Drugi Mister w Żółtej Koszuli. Ale mi się to wszystko bardzo podoba! Życie tutaj jest pełne niewiadomych.

Szykują się fascynujące miesiące w Trzecim Świecie!


Share →

4 Responses to Żar tropików

  1. Jaco pisze:

    Dodane do zakładek! Moja rada na trzeci świat: Zapuść brodę, opal się trochę na słoncu i kup sobie na targu taką Zółtą Koszulę, co by się gładko wmieszać w tłum 🙂

  2. mydlak pisze:

    Również dodane! Jaco, przecież on nie musi zarastać:D, brodę ma już niezłą. Dodawaj nowe wpisy. Ja kończę swoją indjską relację sprawdzać, pewnie będzie na stronie za tydzień wraz ze zdjęciami. Poczytasz sobie, jak Ci się znudzi rzeczywistość:)

  3. Justyna pisze:

    Jeju, ale po co on ma tam zarastać? Chyba, żeby białej twarzy nie było widać, ale ręce i nogi. Oni tam przecież wszyscy gładko ogoleni, najwyżej któryś wąsy zapuści.

    Radku nie mogę się doczekać, kiedy do ciebie dołączę. 🙂

    O co chodzi z tym pokojem 173. Mieli cię w nim zakwaterować, czy co? Poza tym jakie znaczenie ma numer pokoju?

    Fajnie tak bez dokumentów ja tak lubię :).

  4. Radek pisze:

    Chodzi o to, że przydział pokoi jest zupełnie losowy. Okazuje się, że sam wpakowałem się do nowszego i czystszego akademika, po prostu do niego wchodząc. A Hindus przydzielił mnie do 428 biorąc po prostu pierwszy lepszy klucz. Idę o zakład, że nawet nie wiedział, ile osób mieszka w 428.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *