Min臋艂y cztery miesi膮ce od tamtych wydarze艅, a my nigdy nie napisali艣my epilogu. A naszym wiernym czytelnikom nale偶y si臋 przecie偶 zako艅czenie!
Firma transportowa przyrzek艂a w ko艅cu – na wszystkie hinduskie b贸stwa – 偶e motor dojedzie do Chennai. Wr贸cili艣my wi臋c z Trichy p贸艂 tysi膮ca kilometr贸w na p贸艂noc do naszych znajomych. Niestety, by艂a to kolejna kpina z艂odziei z nas. Lekko za艂amani, bez skradzionego motoru, postanowili艣my nie ogl膮da膰 si臋 za siebie, wyluzowa膰 – obr贸ciwszy nasze pierwotne plany do g贸ry nogami – wsiedli艣my w poci膮g do Kerali.
Sp臋dzili艣my dziesi臋膰 pe艂nych szale艅stw dni na klifach, pla偶ach, kana艂ach w d偶ungli i w przepi臋knych strzelistych g贸rach Zachodnich Ghatach. Zadomowili艣my si臋 na troch臋 w miasteczku Munnar w艣r贸d plantacji herbaty. Wypo偶yczyli艣my tam nawet motor aby wjecha膰 na bardzo wysok膮 prze艂臋cz (2600 m), i bawili艣my si臋 艣wietnie, mimo 偶e w drodze powrotnej sko艅czy艂a nam si臋 benzyna i po艂ow臋 z 33 km w d贸艂 zjechali艣my bez paliwa, na luzie. Po intensywnej tu艂aczce dotarli艣my do Bangalore do naszego kolegi Sama. Byli艣my tak zmordowani tropikami, 偶e ca艂y dzie艅 sp臋dzili艣my le偶膮c i gadaj膮c z Samem na dachu jego budynku. By艂o rewelacyjnie! Z wielkim 偶alem tamtego wieczoru wsiadali艣my w samolot do Delhi.
Dzie艅 p贸藕niej po przepakowaniu i nadaniu poczt膮 trzynastu kilogram贸w ksi膮偶ek do Polski, ruszyli艣my na miesi膮c do Nepalu. Po 22 dniach na trekkingu wok贸艂 Annapurny i do jej Sanktuarium czeka艂y nas jeszcze przeprawy wizowe w Kathmandu, a dzie艅 przed powrotem do Polski wr贸cili艣my do Gurgaonu.
Problem pi臋tnastu kilogram贸w nadbaga偶u Bogny rozwi膮za艂 si臋, kiedy nasz znajomy Aman wyci膮gn膮艂 nas na imprez臋 firmow膮 SwissAira. W DLF II pijany w sztok mened偶er Swissa z lotniska w Delhi obieca艂 nam, 偶e mo偶emy bra膰 tyle baga偶u ile chcemy. Nast臋pnej nocy dotrzyma艂 s艂owa.
Co do motoru… Nieoceniony Aman zdenerwowa艂 si臋 na wie艣膰 o naszych perypetiach z oszustami. Zadzwoni艂 do kumpla z policji, we dw贸ch pojechali do firmy transportowej i zagrozili, 偶e je艣li tamci nie oddadz膮 motoru to spuszcz膮 im taki wpierdol, 偶e do ko艅ca 偶ycia si臋 nie pozbieraj膮. Wkr贸tce potem motor nagle si臋 odnalaz艂 – nigdy nie opu艣ci艂 Gurgaonu! Dzi臋ki temu jeszcze w dniu powrotu mog艂em po raz ostatni rozgrza膰 nasz cudowny motor do 120 km/h na autostradzie Delhi – Jaipur. Tydzie艅 po naszym wylocie inny znajomy, Vaibhav, spieni臋偶y艂 t膮 pi臋kn膮 niezawodn膮 maszyn臋 za jedyne dwie艣cie dolar贸w.
A ja do dzi艣 nie mog臋 od偶a艂owa膰, 偶e nie 艣ci膮gn膮艂em TVSa do Polski.
Praca magisterska o indyjskim rynku mikrofinans贸w zosta艂a oceniona bardzo dobrze i chyba wkr贸tce zostan臋 magistrem.
Wpis w Bogny CV o pracy w Indiach pozwoli艂 jej zdoby膰 艣wietn膮 prac臋 – w Polsce.
Opr贸cz naszych indyjskich przyjaci贸艂 najbardziej brakuje mi jazdy na motorze na autostradzie, pod pr膮d.
Wraz z Bogn膮 t臋sknimy te偶 za butter chickenem.
Mister w 呕贸艂tej Koszuli poznany pierwszego dnia po przyje藕dzie nadal pracuje w akademiku MDI. To bardzo sympatyczny Nepalczyk. Nie wiem tylko czy nadal nosi 偶贸艂t膮 koszul臋.
PS. I 偶eby nie by艂o zbyt cukierkowo, przesy艂ka z trzynastoma kilo ksi膮偶ek nigdy nie dotar艂a do Polski. Jak mniemam, nigdy nie opu艣ci艂a poczty w Delhi.
Ot, ca艂e Indie.
Daleko, daleko w tamilskiej krainie, za niezliczonymi poletkami ry偶owymi i palmami kokosowymi, obok rybackiego Mamallapuram nad Oceanem Indyjskim, hinduscy naukowcy za艂o偶yli pewnego razu najbezpieczniejszy bank 艣wiata. BANK KROKODYLI.
Aktywa d艂ugoterminowe banku stanowi kilka tysi臋cy krokodyli i aligator贸w. Od kilku ma艂ych crocs i wallies przygarni臋tych do banku jeszcze w “niemowl臋ctwie”, krokodyla wsp贸lnota rozros艂a si臋 z biegiem lat do gigantycznych rozmiar贸w. Aktualnie gady reprezentuj膮 r贸偶ne gatunki, r贸wnie偶 z Australii i Ameryki Po艂udniowej. Ca艂ymi dniami wyleguj膮 si臋 w swoich przyciasnych basenikach z otwartymi paszczami dla przewietrzenia si臋 lub ewentualnie depcz膮 si臋 nawzajem w wy艣cigach po kozie mi臋so, rzucane z wiaderek przez odwiedzaj膮ce bank rodziny z dzie膰mi.
Ale prawdziwa chlub臋 banku stanowi膮 jego… aktywa bie偶膮ce. W dniu 24 lutego 2009 bilans wykazywa艂:
- 421 kobr, w tym r贸wnie偶 kobr kr贸lewskich
- 57 szczeg贸lnie jadowitych kraits
- 139 偶mij Russell’a
- 5 偶mij tzw. saw-scaled
czyli 艂膮cznie 622 jadowite w臋偶e indyjskie.
Te jak najbardziej 偶ywe w臋偶e s膮 przechowywane w banku przez 艣rednio miesi膮c. W tym czasie trzyma si臋 je w glinianych wazach nakrytych gaz膮 (zupe艂nie tak膮 sam膮, jak膮 kiedy艣 w Polsce u偶ywano do wyrobu sera bia艂ego domowym sposobem) i wyjmuje od czasu do czasu w celu pozyskania jadu. Kr贸tko m贸wi膮c, jest to miejsce, gdzie produkuje si臋 antidotum na potrzeby okolicznych szpitalik贸w. Wszystkie wazy s膮 zgromadzone w jednym pomieszczeniu, kt贸re stanowi prosty d贸艂 wykopany w ziemi i oblany betonem. Na 艣rodku pomieszczenia znajduje si臋 stolik, a na nim rodzaj wysokiego naczynia zas艂oni臋tego elastycznym materia艂em. Trzech Hindus贸w obs艂uguje ca艂y “showroom”.
Pierwszy wyjmuje w臋偶a z wazy, 艂apie go za ogon oraz w okolicach 艂ba i pozwala mu z w艣ciek艂o艣ci膮 zatopi膰 z臋by jadowe w elastycznym materiale na s艂oiku. Kropla jadu b艂yskawicznie skapuje do 艣rodka s艂oika. Na jej miejscu w przeci膮gu sekundy pojawia si臋 nast臋pna, na jej miejscu nast臋pna i tak przez kilka minut. Wreszcie ten sam Hindus pozwala w臋偶owi dynd膮膰 w powietrzu przez chwil臋, kiedy trzyma go ju偶 tylko za ogon, po czym w膮偶 z widoczn膮 ulg膮 sam wpe艂zuje z powrotem do swojej prywatnej wazy.
W tym samym czasie drugi Hindus opowiada odwiedzaj膮cym o kobrach, gn臋bi膮c dwa gady ta艅cz膮ce na pod艂odze czym艣 w rodzaju pogrzebacza. Na pogrzebacz nasuni臋ta jest szmatka, kt贸r膮 kobry co jaki艣 czas z furi膮 atakuj膮. W dalszej cz臋艣ci przedstawienia ten “naukowy fakir” prezentuje na swoim palcu blizn臋 po starym uk膮szeniu kobry. Dowiadujemy si臋, 偶e za p艂otem stoi zaparkowany ambulans, gotowy w ka偶dej chwili na odwiezienie uk膮szonego cz艂owieka do szpitala. Najbli偶szy szpital jest w Chennai, 70 km na p贸艂noc. To tylko dwie godziny drogi, ale z drugiej strony od uk膮szenia do 艣mierci s膮 tylko cztery.
Trzeci Hindus “pokwitowuje” przy kolejnym stoliku odbi贸r w臋偶y od miejscowych. To wie艣niacy 艂api膮 w臋偶e na swoich poletkach i w zaro艣lach pod palmami kokosowymi i przynosz膮 je do banku. Poniewa偶 jest to zaj臋cie do艣膰 ryzykowne, dostaj膮 za to niez艂e wynagrodzenie. 呕eby legalnie poskramia膰 kobry, trzeba posiada膰 oficjaln膮 licencj臋 rz膮dow膮.
Przy baseniku z wazami sp臋dzi艂am dobr膮 godzin臋. Nie s膮dz臋, 偶ebym kiedykolwiek wznios艂a si臋 na wy偶szy poziom “hipnozy” ni偶 obserwuj膮c kobry w tym niezwyk艂ym miejscu. I nawet medytacja wed艂ug Sri Aurobindo nie pomaga skoncentrowa膰 si臋 na niczym tak mocno, jak 艣ledzenie kobr pod膮偶aj膮cych za quasi-pogrzebaczem!
Zaczynam 偶a艂owa膰, 偶e nie zwin臋li艣my atrapy pistoletu z rekwizytorni naszego filmu akcji. Mam ochot臋 u偶y膰 jej w biurze w Delhi, w kt贸rym zlecili艣my wysylk臋 Radkowego motoru na po艂udnie Indii. Mam ochot臋 przystawi膰 t臋 atrap臋 do plec贸w g艂贸wnemu sprawcy naszej frustracji. Spowodowa膰, ze zwr贸ci nam ca艂e pieni膮dze, kt贸re wydali艣my na te n臋dzn膮 manipulacje naszym ukochanym motorem i najlepiej, 偶eby zwroci艂 nam te偶 tydzie艅 naszego zmarnowanego czasu.
Nie pomagaj膮 smsowe gro藕by o przyjacielu z policji, nie pomagaj膮 natarczywe telefony naszego znajomego Shrikhanta. Motoru nie ma.
Jeszcze przed wyjazdem do Bangladeszu zaplanowali艣my przes艂anie motoru Radka do Chennai, tak aby czeka艂 na nas po powrocie z Dhaki ju偶 gotowy do drogi. Godzinami omawiali艣my nasz膮 wy艣nion膮 eskapad臋 po pla偶ach Tamil Nadu i backwaters Kerali. Dowiedzieli艣my si臋, ze mo偶na 艂atwo przes艂a膰 motor z Delhi kolej膮 – dalej ju偶 nic prostszego, tylko poprosi膰 mojego znajomego z pracy o przechowanie TVSa u rodziny w Chennai do naszego powrotu. Przes艂ali艣my DHLem zapasowy klucz i papiery. Zosta艂o tylko nadanie motoru na stacji w Delhi.
I tu – niespodzianka. W dniu wyjazdu do Bangladeszu okaza艂o si臋, ze indyjskie koleje w ramach walki z terroryzmem zakaza艂y wysy艂ki motor贸w z okr臋gu Delhi, je艣li w艂a艣ciciel nie jedzie tym samym poci膮giem! Koleje w Indiach maj膮 osobne ministerstwo i zatrudniaj膮 ponad milion os贸b, wiec wyt艂umaczyli艣my sobie, ze t艂umy hinduskich urz臋dnik贸w musz膮 podejmowa膰 od czasu do czasu jakie艣 decyzje dla zabicia nudy. Stan臋艂o na tym, ze w ostatniej chwili szukali艣my przewo藕nika, kt贸ry dowiezie nam motor pod wyznaczony adres cie偶ar贸wk膮 w przeci膮gu dw贸ch tygodni.
Nasz przyjaciel Shrikant poleci艂 nam ma艂e biuro w Gurgaonie. On sam wcze艣niej przeprowadza艂 si臋 do Gurgaonu z Bangalore i przed wyjazdem nada艂 w Bangalore do przes艂ania sw贸j samoch贸d. Kiedy jego auto zagin臋艂o w trakcie wysy艂ki, biuro w Delhi pomog艂o mu go odzyska膰, tropi膮c poprzednich kurier贸w i gro偶膮c komu trzeba. Brzmi to mo偶e jak z historia z kiepskiego magazynu detektywistycznego “dla ludu” ale samoch贸d odnalaz艂 si臋 przysypany gruzem i zakurzony w jaki艣 slumsach w bli偶ej nieokre艣lonej dzielnicy, z dodatkowym 1000 km na liczniku… Tak wi臋c Shrikhant uzna艂, ze jego wybawcy znakomicie nadaj膮 si臋 na przewo藕nik贸w dla naszego motoru.
I tu – kolejna niespodzianka.
Chocia偶, zastanawiam si臋, czy w Hindustanie cokolwiek mo偶na nazwa膰 niespodziank膮.
W drodze powrotnej z Dhaki do Kalkuty dowiedzieli艣my si臋 od Shrikanta, ze “jest ma艂y problem”. Motor nie czeka na nas w Chennai, bo ci臋偶ar贸wka zgubi艂a si臋 / sp贸藕ni艂a si臋 / czeka na wi臋kszy 艂adunek / og贸lnie nie wiadomo co si臋 sta艂o. Zgodnie z nowymi wie艣ciami, motor mia艂 si臋 pojawi膰 najwcze艣niej w 艣rod臋. Poczuli艣my si臋 zrobieni mocno w bambuko, bo to oznacza艂o kompletn膮 zmian臋 naszych plan贸w, strat臋 pieni臋dzy i marnowanie czasu. Nawet nie mogli艣my przela膰 naszej frustracji na biuro w Gurgaonie – tam nikt nie m贸wi po angielsku.
W poniedzia艂ek rano odebrali艣my papiery i klucze od zaprzyja藕nionej rodziny w Chennai. Pojechali艣my do Mamallapuram, zagrali艣my w filmie, nakarmili艣my aligatory w parku, wyle偶eli艣my si臋 na pla偶y… My na pla偶y! Zawsze gardzimy t膮 form膮 sp臋dzania czasu w podr贸偶y, zostawiaj膮c j膮 sobie na emerytur臋, ale tym razem zgodzili艣my si臋, 偶e mog艂o by膰 gorzej…
W 艣rod臋 dzwoni Shrikhant. Motor b臋dzie chyba w pi膮tek.
Pe艂ni z艂ych przeczu膰, um贸wili艣my si臋 na dostarczenie motoru do Pondicherry na pi膮tek wieczorem.
Dzisiaj jest niedziela.
Podobno na naszym motorze kto艣 je藕dzi i 艣wietnie si臋 bawi. Nie wiadomo, w jakim mie艣cie. Shrikant od dw贸ch dni wydzwania co p贸艂 godziny do Hindus贸w z biura negocjuj膮c z nimi oddanie motoru. Jego po艂膮czenia albo s膮 odrzucane przez ich kom贸rki albo odbieraj膮 偶ony i obie “niezale偶nie” twierdz膮, 偶e m膮偶 w艂a艣nie modli si臋 / bierze prysznic / wyszed艂 / z jakiejkolwiek innej przyczyny nie mo偶e rozmawia膰. Podobno tamci kontaktowali si臋 z kuzynem pos艂a艅ca, kt贸ry kontaktowa艂 si臋 z rodzin膮 w mie艣cie X, 偶eby sprawdzi膰, czy tam kto艣 go nie widzia艂, je偶d偶膮cego na naszym motorze …
My kwitniemy od czterech dni w Pondicherry, w kt贸rym nic nie ma opr贸cz A艣ramu i pseudofrancuskiej piekarni. Dostali艣my pok贸j przeznaczony dla pielgrzym贸w. Pr贸bowali艣my pla偶owa膰, ale odstraszy艂 nas widok zdech艂ego psa na przybrze偶nych ska艂ach. Tymczasem w Pondicherry sp臋dzaj膮 wakacje ca艂e rzesze uduchowionych Francuz贸w, kt贸rzy przebrani w bia艂e pid偶amy medytuj膮 i zg艂臋biaj膮 tajemnic臋 “dynamicznego zastosowania duchowo艣ci w 偶yciu poprzez zmian臋 stanu 艣wiadomo艣ci, indywidualnie i kolektywnie”. W naszym pielgrzymim hotelu osobne schody s艂u偶膮 do wychodzenia i osobne do schodzenia, a ka偶d膮 艣cian臋 zdobi portet jogina Sri Aurobindo i kobiety zwanej The Mother. 艢rednio co godzin臋 kto艣 z obs艂ugi schroniska lub na mie艣cie pyta nas, czy przyjechali艣my uczci膰 urodziny The Mother (zmarla jakies 40 lat temu) albo cytuje z艂ote my艣li Sri Aurobinda.
Podobno motor ma przyjecha膰 dzi艣 o nieustalonej porze.
Siedzimy w pokoju czekaj膮c z papierami na pos艂a艅ca. Ze 艣ciany gro藕nie spogl膮da na nas brodaty Sri Aurobindo, jakby chc膮c zmusi膰 nas do medytacji. I chyba mu si臋 udaje, bo rozmy艣lamy o marno艣ci rzeczy doczesnych (cholerne hinduskie biuro!) i osi膮gni臋ciu nirwany (ciekawe, gdzie w okolicy sprzedaj膮 zimne piwo?)…
Stali艣my w kolejce w banku, kiedy nagle szklane drzwi wej艣ciowe rozbi艂y si臋 z hukiem. Zbi艂 je ochroniarz, rzucony na ziemie przez wbiegaj膮cych do 艣rodka bandyt贸w. Rozleg艂 si臋 strza艂, kazano nam rzuci膰 si臋 na ziemie. Zamaskowani, uzbrojeni napastnicy sterroryzowali kasjera i zabrali worek pe艂en pieni臋dzy. Rabusie mieli pecha – nie zauwa偶yli m臋偶czyzny w k膮cie, kt贸ry ani my艣la艂 po艂o偶y膰 si臋 na ziemi臋. Pewnym krokiem, mimo ostrze偶e艅 bandyt贸w, podszed艂 do jednego z nich. Zdenerwowany rabu艣 ba艂 si臋 poci膮gn膮膰 za cyngiel. A tajemniczy m臋偶czyzna rzek艂 g艂o艣no: You want to shoot me? Shoot me! i znokautowa艂 pierwszego z艂oczy艅c臋 rzucaj膮c mu w twarz swoimi okularami. Drugiego obezw艂adni艂 zr臋cznym ciosem. Ci膮gle przera偶eni, podnie艣li艣my si臋 z kolan i podbiegli艣my do naszego wybawcy. Jedna z turystek zapyta艂a o jego imi臋, kasjer pragn膮艂 wr臋czy膰 mu nagrod臋 i uscisn膮膰 jego d艂o艅, ale on bez s艂owa wyszed艂 przez drzwi. I znikn膮艂.
- Ci臋cie! Powt贸rzy膰 uj臋cie! – nakaza艂 re偶yser. Chc臋 widzie膰 na waszych twarzach wi臋cej zaanga偶owania, w ko艅cu uratowa艂 wam 偶ycie!
Indie kojarzone s膮 z bombajskim Bollywood, ale przecie偶 w tym olbrzymim kraju kilkaset milion贸w ludzi nie m贸wi w og贸le w hindi. W Andhra Pradesh j臋zykiem lokalnym jest telugu, a tamtejszy przemys艂 filmowy zyska艂 nazw臋 Tollywood. Produkuje g艂贸wnie kiczowate i przerysowane filmy akcji. Ambitne produkcje nie sprzedaj膮 si臋 przecie偶 na zacofanej wsi. W filmie “Przyjaciel”, w kt贸rym grali艣my jako staty艣ci, par膮 bohater贸w by艂y megagwiazdy Balekrishna (podstarza艂y lokalny Bond) oraz Pryianka Mani (d艂ugonoga pi臋kno艣膰).
Mieszka艅cy Indii maj膮 to do siebie, ze posiadaj膮 mniej lub wi臋kszy kompleks europejsko艣ci. Znajomo艣膰 z Europejczykiem przynosi w wielu kr臋gach splendor, a nawet w filmach re偶yserzy z lubo艣ci膮 si臋gaj膮 po bia艂ych statyst贸w. Tury艣ci, kt贸rzy zagl膮dn膮 do Bollywood, mog膮 bez problemu dosta膰 rol臋 w filmie: klienta w banku, turysty na pla偶y, imprezowicza na dyskotece albo po prostu przechodnia na ulicy. Nawet troch臋 偶a艂owali艣my, ze nie uda艂o nam si臋 zahaczy膰 o okolice Mumbaju w tym celu, kiedy wi臋c w Tamil Nadu w Mamalapuram zagadn膮艂 nas nieznajomy, czy nie zechcieliby艣my zarobi膰 600 rupii (12 USD) i doda艂 serwujemy trzy posi艂ki gratis – bez chwili wahania si臋 zdecydowali艣my.
Na planie filmowym poznali艣my wielu ciekawych ludzi. Sporo turyst贸w, ale sporo i sta艂ych bywalc贸w u偶yczaj膮cych swoich twarzy za 1200 rupii dziennie. G艂贸wnie Rosjan, ale by艂 i budowlaniec z Anglii, kt贸ry ka偶d膮 zim臋 sp臋dza w Indiach, a kiedy艣 gra艂 nawet g艂贸wnego szwarccharaktera w filmie kr臋conym na Andamanach.
W naszym filmie bank zosta艂 wybudowany w opuszczonym hangarze niedaleko lotniska w Chennai. Bardzo smutne, brudne miejsce, do kt贸rego lepiej nie zagl膮da膰 po zmroku. Organizacja na planie nie lepsza – kilkadziesi膮t os贸b wykonuj膮cych swoje zadania po hindusku: niedbale i nieefektywnie. Nasza “gra aktorska” r贸wnie偶 nie by艂a przekonywuj膮ca, ale re偶yser nie by艂 wybredny i zadowoli艂 si臋 t膮 prowizork膮. Mo偶e dlatego, 偶e g艂贸wni bohaterowie r贸wnie偶 odstawiali cha艂臋. Balekrishna zagadn膮艂 z polotem jedn膮 z dziewczyn: O, jeste艣 z Niemiec? Ja by艂em w Niemczech! W Monachium! Niemcy to ten Hitler? I obozy koncentracyjne?
W ka偶dym razie zagrali艣my w filmie. W kinie akcji klasy C. W Telugu. Rami臋 w rami臋 z najwi臋kszymi gwiazdami Andhra Pradesh. I z niczego sobie d艂ugonog膮 pi臋kno艣ci膮. Do tego zap艂acilili nam. I jeszcze te trzy posi艂ki gratis. Bawili艣my si臋 wy艣mienicie!
Marzysz skrycie o zrobieniu kariery? Byciu rozpoznawanym na ulicy? Chcia艂by艣 rozdawa膰 autografy na lewo i na prawo? Czu膰, jak ludzie z fascynacj膮 艣ledz膮 ka偶dy Tw贸j ruch r臋ki i nogi? W takim razie zapraszamy do Bangladeszu.
Obcokrajowiec w Bangladeszu czuje si臋 jak gwiazda filmowa. Id膮c ulica spowoduje, ze wszyscy obr贸c膮 g艂owy w jego kierunku. Je艣li si臋 zatrzyma, zgromadzi wok贸艂 siebie kilkana艣cie os贸b, stoj膮cych wok贸艂 i bezczelnie si臋 gapi膮cych. Je艣li nie daj Bo偶e wyjmie kartki papieru z dziwnie wygl膮daj膮cym alfabetem (ksero przewodnika), gwarantuj臋, ze stuosobowy t艂um pojawi si臋 znik膮d w ci膮gu minuty. Je艣li obcokrajowiec poczuje si臋 zirytowany t膮 ci膮g艂膮 natarczyw膮 kontrol膮 – przecie偶 ka偶dy Europejczyk musi odebra膰 j膮 jako zamach na wolno艣膰 jednostki! – i szukaj膮c ucieczki schroni si臋 w pobliskiej knajpie, t艂um i tak pod膮偶y za nim, a dwadzie艣cia os贸b stoj膮c w szczelnym kr臋gu b臋dzie z ciekawo艣ci膮 przypatrywa膰 si臋 jak obcokrajowiec je. Prze偶uwa ry偶. Popija wod膮. Takie to niewiarygodne czynno艣ci przyci膮gaj膮 uwag臋 t艂umu w Bangladeszu.
Osoby, kt贸re mnie bli偶ej znaj膮, wiedz膮, 偶e raczej unikam podr贸偶owania w luksusie. Troch臋 si臋 krzywi艂em, jak w Dhace dostali艣my ostatnie bilety na prom do Pirojpuru tylko w pierwszej klasie. Klimatyzowana i czysta kajuta za dziesi臋膰 dolar贸w od osoby? Po sze艣ciu miesi膮cach w Indiach? Zbytek luksusu! Kiedy jednak nawet na promie dopadli nas kolejni ciekawscy – wsp贸艂pasa偶erowie – wypytuj膮cy nas o kraj, wykszta艂cenie, wiek, ilo艣膰 posiadanych dzieci, przyczyn臋 nieposiadania dzieci, rodzic贸w, port docelowy, r贸偶nice miedzy Bangladeszem a Polsk膮, opini臋 o Bangladeszu, opini臋 o Dacce, przyczyn臋 przyjazdu, a nawet 艂amanym angielskim pr贸buj膮cych nas nawr贸ci膰 na islam (Understand. Why this river, this land? Allah! Why woman different than men? Allah! Believe!), uciekali艣my. Z pok艂adu do pierwszej klasy. Do kajuty. Za drzwi. Zamkn膮膰 zasuwk臋. Bezpieczni? I nareszcie cisza.
Stolica Bangladeszu, Dhaka, to najbardziej nieprzyjazne miasto do 偶ycia w tej cz臋艣ci Azji. Mieszka tam zaledwie 15 milion贸w ludzi (bior膮c pod uwag臋, 偶e w kraju o powierzchni dwa razy mniejszej ni偶 Polska jest ich 160 milion贸w), ale poziom ha艂asu i zanieczyszczenia osi膮ga niebotyczne poziomy. Woda w kranach nie nadaje si臋 nawet do p艂ukania gard艂a, a w najwi臋kszej rzece – to prawdziwe 艣cieki. W powietrzu unosi si臋 pyl, zmuszaj膮c przechodni贸w do ci膮g艂ego spluwania piachem. Ka偶da osoba co kilkana艣cie minut, pi臋tna艣cie milion贸w w mie艣cie, Dhaka to najbardziej zapluta stolica Azji. Siatka ulic to jeden wielki korek z艂o偶ony z ryksz rowerowych (liczb臋 ocenia si臋 na 600.000), dwubiegowych motoryksz i smrodliwych autobus贸w jeszcze z epoki brytyjskiej. Ruch ryksz ga艣nie tylko w nocy, ale wtedy plag膮 jest dzia艂alno艣膰 lokalnych gang贸w. Wertuj膮c angloj臋zyczny dziennik Daily Star prawie codziennie mo偶na si臋 natkn膮膰 na wzmianki o napadach na kierowc贸w autoryksz, gwa艂ty, morderstwa.
Na szcz臋艣cie Bangladesz to nie tylko Dhaka. Aby zobaczy膰 bardziej przyjazne oblicze kraju, wystarczy wsi膮艣膰 na jeden z setek prom贸w odp艂ywaj膮cych z Sandarghatu we wszystkich kierunkach 艣wiata. Bangladesz to przede wszystkim rzeki. Prze艂adowane do granic wytrzyma艂o艣ci promy (zero szalup ratunkowych), korzystaj膮 z szerokich szlak贸w wodnych – g臋stej sieci rzek i kana艂贸w, pozwalaj膮c na poruszanie si臋 nawet miedzy najbardziej oddalonymi wyspami. Dla du偶ej ilo艣ci przystani to jedyne po艂膮czenie ze 艣wiatem. Je艣li do miasta dochodzi droga, to w najlepszym razie podr贸偶 autobusem zajmuje dwa razy wi臋cej czasu ni偶 promem. Bo mosty s膮 nieliczne, a na przeszkodzie stoj膮 liczne przeprawy przez rzek臋. A jak偶e, promem.
Przystanie bengalskie to wi臋c lokalny przystanek autobusowy. Dziesi膮tki ludzi przesiadaj膮 si臋 z prom贸w dalekobie偶nych na mniejsze, lokalne “tramwaje wodne”, aby za kilkadziesi膮t kilometr贸w zn贸w wysi膮艣膰 w odludnym miejscu i z艂apa膰 kolejny prom, i tak powoli kombinuj膮c dotrze膰 do portu docelowego.
Dla nas portem docelowym by艂a Mongla – drugi co do wielko艣ci port w kraju, daleko w g艂臋bi delty. Miasto o do艣膰 bujnym 偶yciu nocnym, pe艂ne emerytowanych marynarzy, doker贸w, rybak贸w, gara偶owych firm shipchandlerskich. Na bazarze mo偶na podobno dosta膰 alkohol z przemytu, cho膰 nam nie uda艂o si臋 kupi膰 nawet piwa (podobno sko艅czy艂y si臋 zapasy). Z Mongli planowali艣my zobaczy膰 Sundarbany, najwi臋kszy na 艣wiecie las namorzynowy. Ale o tym – i innych absurdach – kiedy indziej.
Poprzedni wpis mia艂 by膰 ostatnim ze Sri Lanki, ale los sp艂ata艂 mi niez艂ego figla w postaci darmowego dost臋pu do internetu na lotnisku, ju偶 za bramkami (!) do wej艣cia do samolotu. Dzi臋ki niestandardowym procedurom bezpiecze艅stwa stosowanym na lotnisku musz臋 sp臋dzi膰 prawie godzin臋 w poczekalni… do r臋kawa. Gdzie na rynku oferowane s膮 dwa dobra: woda z automatu i internet. Poniewa偶 po spo偶yciu litra wody w dziesi臋ciu kubeczkach (rano nie kupowa艂em, bo nie mia艂em ju偶 pieni臋dzy) u偶yteczno艣膰 tego pierwszego dobra znacz膮co zmala艂a, przerzuci艂em si臋 na internet. Do rzeczy jednak.
Podczas wizyty na wschodzie kraju by艂em 艣wi臋cie przekonany, ze ilo艣膰 kontroli wojskowych na drogach jest grubo przesadzona. Przyk艂adowo, na 80-km odcinku drogi Pottuvil – Ampara pojazdy s膮 kontrolowane na 18 blokadach. Na ka偶dej wszyscy pasa偶erowie musz膮 wysi膮艣膰, okaza膰 dow贸d osobisty, a baga偶e jak i pojazd s膮 skrupulatnie przetrz膮sane. W efekcie podr贸偶owanie wyd艂u偶a si臋 w niesko艅czono艣膰, a kilometry pokonuje si臋 w 艣limaczym tempie.
Wczoraj zawita艂em na kilka godzin do Colombo. Panuje powszechna opinia, ze w Colombo nie ma nic ciekawego do zwiedzania, ale stolica pozostaje stolic膮, i by艂em zdeterminowany, 偶eby po艣wi臋ci膰 jej centrum chocia偶 dwie godziny w oczekiwaniu na poci膮g do Negombo. Przyjemnie si臋 te偶 rozczarowa艂em. Ulice Colombo Fort (kiedy艣 fort, dzisiaj ju偶 tylko nazwa) pe艂ne s膮 budynk贸w o wygl膮dzie, albo i pochodzeniu kolonialnym, a bardziej nowoczesne bry艂y nawi膮zuj膮 swoj膮 architektur膮 do przesz艂o艣ci. W pobli偶u pa艂acu prezydenckiego ciekawie prezentuj膮 si臋 budynki World Trade Center (dwa wie偶owce) i hotelu Hilton. W efekcie spacer po uliczkach centrum miasta jest przyjemny. Szkoda, 偶e nie uda艂o mi si臋 zrobi膰 praktycznie 偶adnych zdj臋膰.
Jak wiadomo, na p贸艂nocy dogorywa wojna domowa, a Lankijczycy obawiaj膮 si臋 zamach贸w terrorystycznych ze strony Tamilskich Tygrys贸w. Centrum Colombo przypomina w efekcie obl臋偶on膮 twierdz臋. Na ka偶dym rogu znale藕膰 mo偶na barykady wojskowe, bunkry z work贸w piasku, uzbrojonych po z臋by komandos贸w. Nie s膮 to mili i u艣miechni臋ci wojskowi jak na wsi na wschodzie, wr臋cz odwrotnie – bardzo serio podchodz膮 do swoich zada艅. Cz臋艣膰 ulic jest zupe艂nie wy艂膮czona z ruchu samochodowego, jak i pieszego. Podczas p贸艂toragodzinnej pi臋ciokilometrowej przechadzki by艂em macany sze艣膰 razy, pokazywa艂em zawarto艣膰 plecaka dziesi臋膰 razy, i kilka razy zosta艂em zawr贸cony na blokadach. Nie pomaga艂y nawet t艂umaczenia, ze chc臋 obejrze膰 jeden z niewielu kolombijskich zabytk贸w znajduj膮cy si臋 tu偶 za rogiem.
Kontrolowane s膮 te偶 autobusy, pojazdy, bomb szuka si臋 pod podwoziem, natkn膮艂em si臋 te偶 na patrol z psem policyjnym szukaj膮cym albo narkotyk贸w, albo materia艂贸w wybuchowych. C贸偶 jednak z takiego poziomu bezpiecze艅stwa panuj膮cego w Colombo Fort, skoro po drugiej stronie rzeki na g臋sto zaludnionych bazarach Pettah nie ma ani jednego wojskowego? Czy偶by administracja tak obawia艂a si臋 zamach贸w na 偶o艂nierzy na tych w膮skich uliczkach? A mo偶e chroni tylko siebie, a zwyk艂ych mieszka艅c贸w ju偶 nie?
Dzisiaj rano dojecha艂em na lotnisko godzin臋 p贸藕niej ni偶 zak艂ada艂em. Z pobliskiego dworca autobusowego mo偶na dosta膰 si臋 do terminalu wy艂膮cznie samochodem albo autobusem (piesi nie byli, przynajmniej dzisiaj, przepuszczani). Odcinek 1000 m mo偶naby pokona膰 w dziesi臋膰 minut, ale ka偶dy pojazd jest zatrzymywany i kontrolowany. Wpierw policjant ogl膮da dokumenty ka偶dej osoby. Nast臋pnie pasa偶erowie opr贸cz turyst贸w (w tym wypadku tylko mnie) wysiadaj膮 i po raz drugi okazuj膮 dokumenty i zawarto艣膰 toreb. W mi臋dzyczasie do akcji wkraczaj膮 dwie kontrole – pierwsza sprawdza pojazd w 艣rodku, druga od zewn膮trz.
I tak, po dwudziestu minutach i przejechaniu jednego kilometra, szcz臋艣liwie mo偶na wysi膮艣膰 przed terminalem lotniska, tylko po to, 偶eby przej艣膰 przez kolejne kontrole bezpiecze艅stwa. Z kt贸rych ostatnia, kontrola baga偶u podr臋cznego, odbywa si臋 nie po check-inie, ale dopiero przy wej艣ciu do strefy buforowej za bramkami, gdzie teraz przebywam!
Zapowiadaj膮 m贸j lot. Musz臋 biec. Ju偶 za kilka dni – wpisy z Bangladeszu.
PS. Po napisaniu tego wpisu na 20-metrowym odcinku strefa buforowa – samolot kontrolowany by艂em jeszcze dwa razy (baga偶 podr臋czny po raz trzeci i paszport po raz enty).
Krajobraz przypomina艂 afryka艅sk膮 sawann臋. Jechali艣my z Leonem po dziurawej do b贸lu drodze, mijaj膮c pawie, bawo艂y, a nawet krokodyle. Za wiosk膮 Panama resztki asfaltu zast膮pi艂 szuter. Silnik naszego wypo偶yczonego motoru, starej i rozwalaj膮cej si臋 Hero Hondy, wy艂 niemi艂osiernie. Pozdrawiali艣my po drodze ka偶d膮 napotkan膮 osob臋, machaj膮c przyja藕nie do dziesi膮tk贸w posterunk贸w wojskowych. W ten spos贸b daj膮c zna膰 ju偶 z daleka, ze jeste艣my obcokrajowcami, oszcz臋dzali艣my sobie czasoch艂onnych kontroli.
Jechali艣my do ruin Kudimbigali, po艂o偶onych w d偶ungli na po艂udnie od Arugam Bay. Kilka kilometr贸w dalej polna droga zupe艂nie si臋 ko艅czy na skraju parku narodowego – bardzo rzadko odwiedzanego przez kogokolwiek – Yala East. Szukaj膮c odpowiedniego zjazdu z szutru w d偶ungl臋, zatrzymali艣my si臋 pod bram膮 ufortyfikowanej bazy wojskowej. 呕o艂nierz na posterunku m贸wi艂 tylko po lankijsku i by艂 wyra藕nie zafrapowany nasz膮 obecno艣ci膮, wi臋c na migi pokaza艂 nam, ze zaraz przyprowadzi swojego zwierzchnika.
Jakie偶 by艂o nasze zdumienie, kiedy okaza艂o si臋, ze jeste艣my kilkana艣cie kilometr贸w w g艂臋bi strefy zakazanej, w kt贸rej poruszanie si臋 jest mo偶liwe tylko i wy艂膮cznie za uzyskaniem zgody wojskowych w regionalnej bazie w Pottuvil. 呕o艂nierze kategorycznie zabronili nam jecha膰 dalej, twierdz膮c, ze w ruinach przebywaj膮 niedobitki oddzia艂贸w LTTE. Wyt艂umaczyli te偶, ze podobno dwa tygodnie wcze艣niej na szutrowej drodze w okolicach Okandy (kilka kilometr贸w dalej) wybuch艂a mina pod ciezar贸wk膮. Patrzyli艣my z Leonem niepewnie na siebie, staraj膮c si臋 wy艂apa膰 ile w tych opowie艣ciach jest prawdy, a ile bajdurzenia. Historia wydawa艂a si臋 wielce nieprawdopodobna, bo pracownicy NGO wr臋cz polecali wycieczk臋 do Kudumbigali, a s膮 przecie偶 obeznani z sytuacj膮 w regionie. 呕o艂nierze jednak twardo twierdzili, 偶e na nasz przejazd potrzebuj膮 pisemnej zgody z piecz臋ci膮, a komunikacja radiowa z prze艂o偶onym w centrali za potwierdzenie im nie wystarczy.
Chc膮c nie chc膮c, w obliczu mi艂ych i uzbrojonych po z臋by wojak贸w, musieli艣my jednak zawr贸ci膰 do Panamy i Arugam Bay. Wieczorem racz膮c si臋 homarem z frytkami i sur贸wk膮 (8 USD; ostatni raz w 偶yciu jad艂em homara, bo jako “najsmaczniejsze owoce morza” jest mocno przereklamowany), podpytali艣my troch臋 miejscowych o tsunami.
Dwudziestego sz贸stego grudnia 2004 r. nad ranem w wiosce nie by艂o zbyt du偶o turyst贸w. Wi臋kszo艣膰 obecnych, chrze艣cijan ze Sri Lanki, odsypia艂a nocn膮 balang臋; inni dopiero co wstali. Poczu艂em dziwny zapach. Nie morza, tylko taki pe艂en chemii. Jakby siarki – opowiada艂 nam cejlo艅ski pracownik NGO. Ca艂a wioska by艂a pe艂na tego zapachu. Potem woda na gwa艂townie cofn臋艂a si臋 od brzegu kilkaset metr贸w, jakby ocean j膮 wessa艂 do 艣rodka. Wi臋kszo艣膰 ogl膮daj膮cych sta艂a przygl膮dajac si臋 w zdumieniu, inni ju偶 na ten widok zacz臋li ucieka膰. Potem zobaczyli艣my pierwsz膮 fal臋. Wydawa艂a si臋 du偶a, wtedy ju偶 wszyscy zacz臋li ucieka膰. Potem przysz艂a nast臋pna, najwi臋ksza, ogromna. Wysoka na sto st贸p (35 metr贸w). W zasadzie niewiele pami臋tam, opr贸cz tego, ze trzyma艂em si臋 kurczowo jakiego艣 drzewa. Potem by艂a jeszcze trzecia fala, ju偶 s艂absza. W pi臋膰 minut by艂o po wszystkim. Fala zmy艂a budynki po艂o偶one mniej ni偶 200 metr贸w od pla偶y, powa偶nie niszcz膮c te po艂o偶one 300 m od morza.
W Arugam Bay tamtego dnia sporo ludzi obudzi艂o si臋 dopiero wtedy, kiedy tsunami zabiera艂o w g艂膮b oceanu ich pokoje, domki, mieszkania. Na kilkunastu kilometrach wybrze偶a, w kilku wioskach regionu, zgin臋艂o 900 os贸b. Prze偶yli g艂贸wnie ci, kt贸rzy szukali ratunku na drzewach – natura wytrzyma艂a tsunami, oraz ci, kt贸rzy mieli szcz臋艣cie przebywa膰 na bokach zatoki – bo najsilniejsza i najwi臋ksza fala uderzy艂a centralnie.
W pachn膮cym atmosfer膮 kolonialn膮 (i rybami) Galle na po艂udniu, gdzie w艂a艣nie przebywam, stare miasto przed zag艂ad膮 ochroni艂y wysokie i grube mury fortu wybudowanego przez Holendr贸w. Pot臋偶na siedemnastowieczna konstrukcja wytrzyma艂a nap贸r wody, kt贸ra prawie w og贸le nie uszkodzi艂a zabytkowych dom贸w, ko艣cio艂贸w i meczet贸w. Mimo to tsunami zostawi艂o g艂臋bokie pi臋tno – wszystkie kurorty w okolicy zosta艂y zmasakrowane. Wielu ludzi, z kt贸rymi rozmawia艂em przez ostatnie dni, straci艂o w katastrofie ca艂e rodziny. W Arugam Bay wla艣ciciel Tsunami Hotel – nazwa nadana d艂ugo przed tragicznymi wydarzeniami – twierdzi艂, ze zmar艂o szesna艣cie najbli偶szych mu os贸b.
To by艂 ju偶 na pewno ostatni wpis z tropikalnego raju, Cejlonu. Niniejszym zapraszam na jesienny pokaz slajd贸w!
W Delhi i Gurgaonie rozliczne biura turystyczne oferuj膮 obwo偶enie turyst贸w Toyotami z prywatnym kierowc膮 i prywatnymi przewodnikami. Ale oczywi艣cie, Indie nie by艂yby Indiami, gdyby ka偶dy z kierowc贸w i przewodnik贸w nie pr贸bowa艂 dorobi膰 sobie na boku. I tak, podr贸偶uj膮c z moj膮 siostr膮, zosta艂y艣my zasypane dziwacznymi wizyt贸wkami i zawiezione do wszystkich mo偶liwych sklep贸w, od kt贸rych kierowcy dostaj膮 prowizj臋 za dostarczenie klient贸w. Prowizja waha si臋 od 5 do 20%. Przy okazji obserwowa艂y艣my zabawne wy艣cigi mi臋dzy kierowcami i przewodnikami, bo ka偶dy mia艂 swoje w艂asne umowy ze sklepami i instruowa艂 nas, dlaczego akurat ten sklep jest absolutnie najlepszy. Oczywi艣cie za ka偶dym razem nie mog艂y艣my pisn膮膰 o tym s艂owa szefowi ca艂ej imprezy, bo kierowca 鈥 biznesmen straci艂by prac臋.
Kierowcy to fantastyczni psychologowie. Najpierw wypr贸bowuj膮 granice, np. m贸wi膮: dowiezienie was na poci膮g b臋dzie dodatkowo kosztowa膰 5 tysi臋cy euro. Kiedy odpowiadam You are crazy! i z niezm膮conym spokojem wracam do gapienia si臋 przez okno, urabianie nas, kasiastych turyst贸w z zachodu, przybiera inny obr贸t. Dowiadujemy si臋, 偶e kierowca musi zebra膰 40 tysi臋cy rupii na 艣lub brata, 偶e edukacja w tym kraju taka droga, a on a dw贸jk臋 dzieci, 偶e zawsze tak t臋skni za 偶on膮 kiedy jest w trasie… Wszystko w nadzieji na wysoki napiwek. Mo偶e i uwierzy艂yby艣my w te historyjki, gdyby nie opakowanie Viagry, kt贸re przypadkowo znalaz艂y艣my pod fotelem samochodu…
Tak wi臋c: radz臋 wszystkim udaj膮cym si臋 na zorganizowane przez biura pod贸偶y wakacje w Indiach, 偶eby zastosowa膰 par臋 wybieg贸w umo偶liwiaj膮cych bezstresowe podr贸偶owanie:
1) Korzystaj膮c z wszelkich riksz, taks贸wek czy wynaj臋tych samochod贸w, nie da膰 si臋 zawozi膰 do wszystkich mo偶liwych sklep贸w z showroom鈥檃mi. Mo偶na si臋 dowiedzie膰, gdzie s膮 te jedyne w swoim rodzaju, niepowtarzalne sklepy z r臋kodzie艂em wykonanym przez biedne kobiety z wioski, a nast臋pnie uda膰 si臋 tam SAMEMU po pozbyciu si臋 kierowcy.
2) Targowa膰 si臋 wsz臋dzie i o wszystko. Zaczyna膰 od kwoty, kt贸ra brzmi absurdalnie i najlepiej od razu doda膰, 偶e w Polsce nie ma euro, tylko polski z艂oty.
3) Mo偶na s艂ucha膰, co kierowcy etc. maj膮 do powiedzenia o swoim 偶yciu itd., bo na pewno mo偶na z tego wy艂uska膰 intryguj膮ce historie. Ale nale偶y pami臋ta膰, 偶e opowiadaj膮 to w konkretnym celu. Wzruszy膰 i dosta膰 kas臋. I nale偶y pami臋ta膰, 偶e przeci臋tni Hindusi na og贸艂 nie opowiadaj膮 obcym prywatnych szczeg贸艂贸w ze swojego 偶ycia.
4) Uwa偶a膰 na autentyczno艣膰 kupowanych szali jedwabnych, antyk贸w, srebrnych bransoletek. Wiele z bi偶uterii jest 鈥瀦robiona鈥 na star膮, a szaliki s膮 cz臋sto mieszank膮 jedwabiu 20% i plastiku 80%. Podobno mo偶na to przetestowa膰 na fr臋dzlach szalika za pomoc膮 zapalniczki, bo pal膮cy si臋 jedwab ma zapach sk贸ry, a plastik 鈥 zwyk艂ego worka nylonowego. Ale znaj膮c indyjsk膮 pomys艂owo艣膰, pewnie fr臋dzle s膮 robione z jedwabiu, a reszta z plastiku…
To tyle. Na pewno nowe spostrze偶enia pojawi膮 si臋 po powrocie z po艂udniowych Indii.
Za nied艂ugo rozstaj臋 si臋 z Gurgaonem i okolic膮, wi臋c na zako艅czenie opowiem o kilku rzeczach, kt贸re zawsze mnie tu zaskakiwa艂y. Chc臋 o nich napisa膰, zanim ju偶 zupe艂nie o nich zapomn臋 鈥 a to przytrafia si臋 po jakim艣 czasie ka偶demu 鈥瀍xpatowi鈥.
Czeski hit na indyjskim Manhattanie
Po pierwsze, ukochane przez Gurgaon buty Bata. Oczywi艣cie nikt nie zdaje sobie sprawy, 偶e Bata nie jest indyjsk膮 mark膮. Sklep Baty obowi膮zkowo musi znajdowa膰 si臋 w ka偶dym z niezliczonych gurgao艅skich centr贸w handlowych, prezentuj膮c po艂yskliwe sanda艂y w kolorze srebrno-z艂otym i czarne mokasyny. Najwi臋kszy sklep Baty ma kilka pi臋ter i znajduje si臋 dok艂adnie na wprost bramy g艂贸wnej MDI. Co ciekawe, Bata Tower, nazywana przez miejscowych 鈥濨a膰a Czo艂k鈥, to jeden z najlepiej rozpoznawalnych punkt贸w orientacyjnych w ca艂ym mie艣cie. Ka偶de dziecko potrafi wskaza膰 drog臋 do Ba膰a Czo艂k, podczas gdy o MDI na og贸艂 nikt nie s艂ysza艂 (!).
Windsor, Regency i Beverly Park
Gurgao艅czycy kochaj膮 dumnie brzmi膮ce nazwy. Dlatego prawie ka偶de strze偶one osiedle w tym mie艣cie nawi膮zuje nazw膮 czy to do posiad艂o艣ci kr贸lowej angielskiej, czy najdro偶szych lokalizacji w krajach common wealth鈥檜. Na ka偶dym z takich osiedli ci臋偶ko znale藕膰 zaparkowane samochody marki Tata, za to z 艂atwo艣ci膮 odszuka si臋 Hond臋 metalic. Co ciekawe, kt贸rego艣 dnia przy takiej Hondzie widzieli艣my kobiety odprawiaj膮ce modlitwy ze 艣wieczkami i kadzid艂ami. Mieszka艅cy osiedli to tzw. 鈥瀍xecutive class鈥, chocia偶 w zasadzie jedyni s膮siedzi, jakich widuj臋 na codzie艅, to matki z dzie膰mi, te艣ciowe, nia艅ki i pokoj贸wki. M臋偶czy藕ni to albo CEOs w lokalnych firmach, a wi臋c na og贸艂 w pracy 鈥 albo ich emerytowani ojcowie. Kobiety na og贸艂 koncentruj膮 si臋 na dzieciach, przygotowaniu lunch boxes dla m臋偶a do pracy i przegl膮daniu katalog贸w z bi偶uteri膮. Przy wej艣ciu do windy w moim bloku wisi du偶y ekran LCD, na kt贸rym wy艣wietlaj膮 si臋 reklamy naszyjnik贸w z drogimi kamieniami na przemian z horoskopem. Codziennie rano, kiedy czekam na moj膮 firmow膮 taks贸wk臋 (w Gurgaonie nie ma transportu publicznego), widz臋 mamy odprowadzaj膮ce pulchne dzieci do 偶贸艂tego szkolnego autobusu, kt贸ry nast臋pnie zabiera pociechy do prywatnych szk贸艂 Lancer International albo St. Angel鈥檚. Wszystkie dzieci nosz膮 granatowe marynarki i spodnie / sp贸dniczki w szkock膮 krat臋. Obrazku dope艂niaj膮 umundurowani, chudzi stra偶nicy w ilo艣ciach hurtowych, kt贸rzy maj膮 sprawia膰 wra偶enie, 偶e osiedle jest bezpieczne. Codziennie o 艣wicie przechodz膮 musztr臋, zanim stan膮 na swoich posterunkach na kolejne 15 godzin. Mo偶e unosz膮cy si臋 w powietrzu duch kolonializmu 藕le na mnie dzia艂a, ale lubi臋 to 鈥Good Morning, Meem鈥 przy bramie, kt贸re wita mnie ka偶dego dnia w drodze do taks贸wki…
Co艣 dla szefa i synowej (je艣li zas艂u偶y艂a)
Niedawno pierwszy raz odwiedzi艂am w centrum handlowym 鈥瀠pominkowy鈥 sklep z kartkami i duperelami w zachodnim stylu. Mo偶e i sam styl kartek jest zachodni, ale ich gotowa tre艣膰 wewn膮trz niekoniecznie. Okazuje si臋, 偶e i w tej dziedzinie nale偶y wzi膮膰 poprawk臋 na indyjskie uk艂ady ma艂偶e艅sko 鈥 rodzinne i zawodowe. P贸艂 艣ciany w sklepie zajmowa艂y gotowe kartki dla: najlepszej te艣ciowej, ukochanego szwagra, najdro偶szej bratowej, synowej i najdoskonalszego szefa na 艣wiecie. Niekt贸re z kartek odzwierciedlaj膮 relacje pos艂usznej synowej mieszkaj膮cej ca艂e 偶ycie z te艣ciami, inne pos艂usznego pracownika wychwalajgo szefa, jeszcze inne m臋偶a i 偶on臋 w 鈥瀙e艂nym godno艣ci鈥, zaaran偶owanym zwi膮zku. A oto niekt贸re tylko, niestety, pr贸bki, kt贸re uda艂o mi si臋 odszuka膰 na internecie :
M膮偶 na urodziny do 偶ony:
We may not be crazily making each other aware of our feelings, but the love we share, is beyond day to day expressing. It’s an innate feeling that our hearts have taken for granted, forever. I am so much in love with you, Dear Wife. Happy Birthday!
Siostra na urodziny do brata:
Dear Brother. It’s you birthday. Lets relive all our together times- giving each other tough times and getting each other out too. Giving each other pleasant and not so pleasant surprises.
Brat na urodziny do siostry:
Sister, not only do you take interest in each family matter, but you always make sure that happiness is a part of everything. And this wish is for you to know that we feel so glad that you are a special part of our family. With love from Your Brother.
Okazuje si臋, 偶e opr贸cz posy艂ania szefowi kartki na urodziny, mo偶na mu tak偶e wys艂a膰 kartk臋 z okazji Boss Day! A tu par臋 s艂贸w na ten temat w艂a艣nie.
Przy okazji znalaz艂am na australijskim eBay鈥檜 ekologiczne kartki wyprodukowane na Sri Lance z nawozu s艂onia!
18 / 36
Na koniec, nie da si臋 nie wspomnie膰 o horoskopach. Ot贸偶 ma艂偶e艅stwo nie mo偶e doj艣膰 do skutku, je艣li gwiazdy zadecyduj膮 inaczej. Oznacza to, 偶e w specjalnie do tego celu u艂o偶onym horoskopie para musi osi膮gn膮膰 co najmniej po艂ow臋 punkt贸w na skali kompatybilno艣ci. Na jednej z najpopularniejszych match-making stron intenetowych , za jedyne USD 12 mo偶na zam贸wi膰 specjalny Horoscope Matching Report. To tutaj mo偶na si臋 dowiedzie膰, jaka jest intelektualna i cielesna kompatybilno艣膰 鈥瀔andydat贸w 艣lubnych鈥, czy b臋d膮 mieli zdrowe potomstwo i czy ich wzajemne po艂o偶enie planet sprzyja stabilno艣ci finansowej. Wystarczy poda膰 imiona i nazwiska oraz miejsce, dat臋 i godzin臋 urodzin. Je艣li kto艣 chce pozna膰 ca艂膮 prawd臋 o przysz艂o艣ci, mo偶e te偶 skorzysta膰 z darmowej wersji horoskopu na tej samej stronie internetowej, ale bez Specjalnego Raportu, za to ze specjalnym podsumowaniem. Korzystny horoskop jest warunkiem koniecznym, 偶eby rodzice wyrazili zgod臋 na 艣lub dzieci. Aczkolwiek dowiedzia艂am si臋 od znajomej, kt贸ra w艂a艣nie usi艂uje wyj艣膰 za m膮偶 za koleg臋 ze studi贸w, 偶e istnieje wiele sposob贸w na oszukanie rodzic贸w, je偶eli horoskop pokazuje mniej ni偶 18 punkt贸w kompatybilno艣ci na 36. Najprostszy, to przekupi膰 match-makera, 偶eby sam przedstawi艂 rodzicom o wiele wy偶sz膮 liczb臋 ni偶 18. R贸wnie prosty, ale przystosowany do wsp贸艂czesnych horoskop贸w online spos贸b, to kombinowa膰 z danymi, kt贸re si臋 podaje 鈥 mo偶na doda膰 drugie imi臋, przekszta艂ci膰 pierwsze imi臋 w zdrobnienie, zamiast Mumbaju jako miejsce urodzin wpisa膰 Bombay etc. I tak metod膮 pr贸b i b艂臋d贸w mo偶na zbli偶y膰 si臋 do wymarzonego 36.
Indie s膮 pe艂ne Europejczyk贸w i Amerykan贸w, kt贸rzy przyje偶d偶aj膮 po duchowe o艣wiecenie. Spotykamy ich wsz臋dzie 鈥 pod Himalajami, w Rajasthanie, na backpackerskim Paharganj w Delhi. Czasami widujemy ich w nies艂ychanie sko艂tunionych w艂osach i bardziej indyjskich ubraniach ni偶 Hindus贸w, ale zawsze w najbardziej turystycznych i komercyjnych miejscach polecanych przez Lonely Planet. To im chcia艂abym zadedykowa膰 t臋 histori臋.
鈥濷brazek wprowadzaj膮cy鈥:
Dwudziesto- & trzystoparoletni w艂贸czykije z torbami ze sztruksu w stylu hippie. Wir tanich hotelik贸w i bazar贸w z bawe艂nianymi koszulami z nadrukowanym Lordem Krishn膮. Og艂oszenia o lekcjach jogi i masa偶ach ajurwedycznych. Wszystko po to, 偶eby skontaktowa膰 si臋 ze swoim duchem.
W gr臋 wchodzi te偶:
飪 podpatrywanie Sadhu, 偶eby pozna膰 tajemnic臋 nirwany
(tzn. wysuszeni starcy, kt贸rzy ca艂e 偶ycie sp臋dzili 偶ebrz膮c p贸艂nago na ulicach nauczyli si臋 w mistrzowski spos贸b wykorzystywa膰 swoj膮 szans臋 od losu)
飪 klaskanie i bujanie si臋 w 艣wi膮tyniach hindu, kiedy lokalni Hindusi b臋bni膮 i zawodz膮 przed pos膮gami Ganeshy (b贸g-s艂o艅) etc.
飪 鈥瀖agical mushrooms鈥, Bang-Lassi (koktail 鈥 jogurt z li艣ciami marihuany) i inne miejscowe wynalazki.
My w tych warunkach nigdy nie wznie艣li艣my si臋 na 鈥瀢y偶yny duchowe鈥. Procesje Europejczyk贸w z dredami, brodami a la ZZ Top i w gumowych klapkach sta艂y si臋 dla nas cz臋艣ci膮 indyjskiego krajobrazu tak samo jak rikszarze w pomara艅czowych koszulach od 鈥濧rmaniego鈥.
Dlatego gdy w Bo偶e Narodzenie dotarli艣my do Leh, atmosfera pogodnego spokoju starych klasztor贸w buddyjskich zrobi艂a na nas ogromne wra偶enie. Pomy艣la艂am ze zdumieniem, 偶e to 鈥 pomimo wszystko- mo偶e by膰 prawd膮 鈥 偶e to jest w艂a艣nie to miejsce, gdzie mo偶na odnale藕膰 siebie, a ludzie 偶yj膮 prostolinijnie i szczerze. W przeciwie艅stwie do Indii, kt贸re poznali艣my w naszych poprzednich podr贸偶ach, tu pierwszy raz znale藕li艣my si臋 w miejscu zupe艂nie pozbawionym wrzawy i tandety.
Wszystko zdawa艂o si臋 potwierdza膰 duchow膮 wy偶szo艣膰 Ladakhu nad reszt膮.
U艣miechy mijanych przechodni贸w w Leh, mnisi mieszkaj膮cy w zimnych 艣cianach klasztor贸w, codzienne towary zape艂niaj膮ce ma艂e sklepiki, a nie turystyczne gad偶ety 鈥濵ade in China鈥; wreszcie niezwykle przyjazne nastawienie naszych ladackich gospodarzy…
I tu zaczyna si臋 historia, kt贸r膮 chc臋 opowiedzie膰.
Zatrzymali艣my si臋 w ma艂ym pensjonacie, jednym z nielicznych otwartych o tej porze roku. To jedno z tych miejsc, gdzie schody sk艂adaj膮 si臋 z powykrzywianej por臋czy i drewnianych stopni o r贸偶nej wysoko艣ci, a w 艂azience stoj膮 wiadra z zamarzni臋t膮 wod膮. Nasi gospodarze Mahrin i Samir z dw贸jk膮 ma艂ych dzieci zajmowali pok贸j naprzeciwko naszego.
By艂o nam bardzo mi艂o, kiedy w Wigili臋 wieczorem zaprosili nas na wsp贸ln膮 wycieczk臋 do klasztor贸w nast臋pnego dnia. Mahrin, bardzo drobna i o delikatnych rysach, sprawi艂a 偶e czuli艣my si臋 czym艣 wi臋cej ni偶 tylko go艣膰mi w pensjonacie. Samir, jej m膮偶, by艂 raczej milcz膮cy, wydawa艂o nam si臋 偶e nale偶y w艂a艣nie do tych os贸b, kt贸re m贸wi膮 niewiele, za to s膮 ostoj膮 spokoju. Dzie艅 z naszymi gospodarzami by艂 udany, dlatego wieczorem zaprosili艣my ca艂膮 rodzin臋 do tybeta艅skiej restauracji (chyba jednej z dw贸ch otwartych w Leh w grudniu 鈥 by艂o do艣膰 zimno, jedli艣my nie zdejmuj膮c kurtek i czapek).
Rodzina naszych gospodarzy dope艂nia艂a obrazek prostolinijnego, niewinnego Ladakhu, miejsca dla prawdziwych poszukiwaczy duchowej odnowy.
W ostatni wiecz贸r przed naszym wyjazdem Mahrin zaprosi艂a mnie do ich ma艂ego pokoiku. Chocia偶 wychowa艂a si臋 na wsi pod Leh, m贸wi艂a 艣wietnie po angielsku. By艂a bardzo ciekawa, jak si臋 偶yje w Polsce, dlatego zacz臋艂y艣my opowiada膰 sobie nawzajem o naszym 偶yciu.
Mahrin powiedzia艂a z dum膮, 偶e historia jej ma艂偶e艅stwa z Samirem jest do艣膰 s艂ynna w okolicy. Poznali si臋 jeszcze maj膮c kilkana艣cie lat i od razu by艂o wiadomo, 偶e b臋d膮 razem. Ale te偶 偶e b臋d膮 z tego k艂opoty. Mahrin jest buddystk膮, a Samir – muzu艂maninem. Leh jest mieszank膮 buddyst贸w, muzu艂man贸w i hindu, kt贸rzy mieszkaj膮 obok siebie i posy艂aj膮 dzieci do tej samej szko艂y. Ale to jeszcze nie znaczy, 偶e mieszane ma艂偶e艅stwa maj膮 prawo si臋 wydarzy膰.
Kiedy Mahrin powiedzia艂a rodzicom, 偶e chce wyj艣膰 za m膮偶 za Samira, w domu wybuch艂a awantura. Nikt nie chcia艂 zaakceptowa膰 ma艂偶e艅stwa z muzu艂maninem, ale Mahrin postawi艂a na swoim. Wzi臋li 艣lub.
Chocia偶 rodzice nie odzywali si臋 do niej przez dwa lata, z czasem wzajemne relacje si臋 poprawi艂y. Teraz wolno jej odwiedza膰 rodzinny dom. Oczywi艣cie tylko z dzie膰mi i nie za cz臋sto. Bez Samira.
Brata spotyka czasem, na bazarze, robi膮c zakupy. Nie odezwa艂 si臋 do niej przez ostatnie siedem lat.W mie艣cie, w kt贸rym wszyscy si臋 znaj膮, ona i Samir wywo艂ali sensacj臋 i byli wytykani palcami.
S艂uchaj膮c Mahrin odkry艂am, 偶e za jej spokojnym u艣miechem kryje si臋 mn贸stwo determinacji.
Powiedzia艂am jej, 偶e dla mnie jej dom jest pe艂en ciep艂a. Dzieci s膮 szcz臋艣liwe i beztroskie. No i w ko艅cu ma Samira, czyli swoj膮 ucieczk臋. To musi wynagradza膰 jej wszystko.
Mahrin popatrzy艂a na mnie i powiedzia艂a 鈥NO!鈥.
Podesz艂a do szafy i zacz臋艂a wygrzebywa膰 z torby w zakamarkach szafy jakie艣 papiery. Wyci膮n臋艂a ca艂膮 stert臋 wymi臋tych kartek, kt贸re wygl膮da艂y na czytane codziennie od d艂ugiego czasu. Po艂o偶y艂a ten ca艂y stos przede mn膮 i kaza艂a mi czyta膰.
To by艂y emaile napisane prze Samira do jakiej艣 kobiety z zagranicy. Po angielsku, j臋zykiem jak z ameryka艅skich teledysk贸w. Luv ya baby, missing you, can鈥檛 wait 2 c ya. Co艣 o spotkaniu w Delhi. Honey, did you tell your daddy about us?
Co to jest??
Ladakh w lecie jest pe艂en turyst贸w. Cz臋艣膰 z nich stanowi膮 singielki. Samir i jego brat prowadz膮 razem biuro turystyczne 鈥 r贸wna si臋 – 艣wietny pretekst do znikania z domu na ca艂e tygodnie. Przyjechali Amerykanie i kazali si臋 obwozi膰 po Nepalu przez miesi膮c. Musz臋 pojecha膰 na kilka tygodni z klientami do Delhi. Dzisiaj w nocy zabieram ludzi do obozu po drugiej stronie prze艂臋czy.
Samir nigdy nie m贸wi艂 Mahrin, z kim b臋dzie po tej drugiej stronie prze艂臋czy. Mahrin powiedzia艂a mi, 偶e na pocz膮tku si臋 tym nie interesowa艂a. Ale czasem pojawi艂 si臋 niepok贸j. Kt贸rego艣 dnia, kiedy by艂a w 5. miesi膮cu ci膮偶y z drugim dzieckiem, kto艣 z Leh powiedzia艂 jej o kolejnej dziewczynie z zagranicy, kt贸r膮 jej m膮偶 oprowadza po 艣wi膮tyniach buddyjskich, zapewniaj膮c jej duchowe o艣wiecenie.
To by艂o tu偶 przed tym, kiedy zadzwoni艂a ta od emaili. Chcia艂a rozmawia膰 z Samirem, Mahrin odebra艂a. Tamta dziewczyna nie wiedzia艂a, 偶e jej Baby ma 偶on臋 w ci膮偶y i ma艂e dziecko. Obieca艂a Mahrin, 偶e przy艣le jej ca艂膮 korespondencj臋, kt贸r膮 wynieni艂a z jej m臋偶em.
Tak wi臋c siedzia艂am z Mahrin na dywanie w tym ma艂ym pokoju, przegl膮daj膮c stosy kartek. Dzieci si臋 obudzi艂y i w艂a艣nie zaczyna艂y ogl膮da膰 Cartoon Network, wi臋c mog艂y艣my rozmawia膰 dalej. Dowiedzia艂am si臋, 偶e Mahrin zagrozi艂a Samirowi rozwodem. W Indiach nikt si臋 nie rozwodzi, mo偶e par臋 zwesternizowanych os贸b w Gurgaonie, kt贸re i tak sp臋dzi艂y 5 lat w Nowym Jorku, ale w Ladakhu 鈥 rozw贸d to jeszcze wi臋kszy wstyd ni偶 艣lub z muzu艂maninem! No i co to za gro藕ba, je偶eli kobieta prowadzi guesthouse nale偶膮cy do rodziny m臋偶a, ma dw贸jk臋 ma艂ych dzieci, a w艂asna rodzina ju偶 dawno przesta艂a si臋 ni膮 interesowa膰!
Zapyta艂am Mahrin, dlaczego ci膮gle trzyma te papiery w torbie w szafie i co powiedzia艂 Samir, kiedy je zobaczy艂. Okaza艂o si臋, 偶e Samir nigdy si臋 nie dowiedzia艂 o listach. Tamta kobieta dzwoni艂a do niego wiele razy p贸藕niej, ale podobno on nie chia艂 z ni膮 rozmawia膰, wi臋c wymieni艂 kart臋 SIM w telefonie. Mahrin powiedzia艂a mi, 偶e czeka na dzie艅, kiedy jej dzieci b臋d膮 na tyle doros艂e, 偶eby przeczyta膰 listy. Szczeg贸lnie jej syn, 偶eby nie sta艂 si臋 taki sam jak ojciec.
To jeszcze nie koniec historii. Mahrin wyj臋艂膮 z szuflady starsze albumy ze zdj臋ciami, bo chcia艂a pokaza膰 mi swoje zdj臋cia z czas贸w szkolnych z rodzicami. Na wycieczce w Bangalore, z siostr膮 w ogrodzie… Na tych zdj臋ciach by艂a weso艂膮, pulchn膮 dziewczyn膮 z czarnymi warkoczami. Ja pozna艂am Mahrin jako chud膮, zm臋czon膮 kobiet臋.
Szukaj膮c zdj臋膰 z domu Mahrin, natkn臋艂y艣my si臋 na inne zdj臋cia. Brat Samira. Obecnie mieszkaj膮cy w Kalifornii. W Kalifornii? Okazauje si臋, 偶e o偶eni艂 si臋 z Amerykank膮, kt贸r膮 oprowadza艂 po Ladakhu w czasie jej wakacji. Mieszka w USA ju偶 2 lata, jak powiedzia艂a Mahrin 鈥 i ciekawe, kiedy si臋 to sko艅czy. Mahrin pr贸bowa艂a znale藕膰 zj臋cie brata z 偶on膮 Amerykank膮, ale zamiast tego znalaz艂a:
- zdj臋cie z Koreank膮 i jej rodzicami (ex-girlfriend, you see)
- zdj臋cie z Japonk膮 (ex-girlfriend, you see).
Na zako艅czenie: Ulubiona historia Samira do opowiadania zachodnim turystom, kt贸rzy przyje偶d偶aj膮 do guesthous鈥檜: romantyczna mi艂o艣膰 jego i Mahrin, kt贸ra przezwyci臋偶y艂a bariery religii i pochodzenia.
PS. Komentarz mojej znajomej z pracy, Neelu (Hindi):
To bardzo pospolita historia w Indiach. Pewnie z po艂owa 鈥瀕ove marriages鈥 tak w艂a艣nie si臋 ko艅czy. Dlatego nasi rodzice polegaj膮 na 鈥瀉rranged marrieges鈥, 偶eby zaoszcz臋dzi膰 nam takich prze偶y膰.
( Zmieni艂am imiona naszych gospodarzy)
|